Przejdź do głównej zawartości

Rozdział 5


Paul

- Cholera, to nie tak miało być! - wykrzyknął mój brat. - Przecież on nic nie umie.
Nie dziwiłem się, że się zezłościł.
W końcu przed chwilą dowiedział się, że nasza matka przypuści w nocy atak.
- Trzeba go osłaniać. - odpowiedziałem to z takim spokojem, że myślałem że się na mnie rzuci.
- A nie możesz zrobić jakiegoś czary mary i po prostu będzie spokój?
- W przypadku Alice, nie ma mowy na "czary mary". - zrobiłem cudzysłów w powietrzu. - Z resztą nie mam jakieś olbrzymiej mocy. Fakt jestem silny mogę dużo rzeczy ale, nie jestem wszechmogący.
- Ale trzeba jakoś uporać się nową zabawką mamusi. - splunął.
Zmarszczyłem brwi.
- Zabawką? To nasza siostra.
- Poprawka. To BYŁA nasza siostra. - gdyby jego wzrok mógł zamrażać, to ja bym już był kostką lodu.
Nastąpiła na moment niezręczna cisza, którą jednak postanowiłem szybko przerwać.
- Ty idziesz zająć się wojskiem, a ja przyspieszę wojskową edukacje Alexa.
Jamie miał niezadowoloną minę.
- Wszystko jasne? - spytałem wychodząc.

Alexander

 - Na dzisiaj koniec. - odparła Pearl.
- Ale tylko dla ciebie Pi. - do sali wszedł Paul.
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.
Gdy już się otrząsnęła, przemówiła.
- Po pierwsze to nie mów na mnie Pi, a po drugie co ty tu robisz? Nie miałeś zajmować się problemem Elex?
- Właśnie to robię. Do widzenia Pi. Jonathan na ciebie już czeka.
Jego siostra prychnęła, po czym opuściła hale bez słowa.
- Ja już nie mam siły. - odezwałem się w końcu.
- Wiem. - odwrócił się w moją stronę. - Ale są dwa dosyć istotne problemy. Pierwszy, mimo że z przyjemnością wsparłbym cię moimi mocami, ale nie mogę bo nie możesz mieć żadnych by pokonać naszego wspólnego wroga, a druga to że dzisiaj nastąpi atak.
- Słucham? - wykrzyknąłem. - Dlaczego nie powiedzieliście mi wcześniej?
- Bo sami wiemy to od niedawna, a z resztą nasz wróg dokładnie pilnuje byśmy nie mieli czasu na jakąkolwiek reakcję. Na nasze mam nadzieje szczęście, dowiedzieliśmy się nieco wcześniej. A teraz pora na nową runę.
Od razu po tych słowach, gwałtowny ból przeszył moje ciało.
Na szczęście szybko ustąpił.
- Wyglądam jak jakiś badboy. - burknąłem.
Paul przewrócił oczyma.
- Nie marudź. To wszystko jest po to byś miał jakiekolwiek szanse na przeżycie. Nie będę owijał w bawełnę. To nie będzie jakaś tam potyczka, to będzie walka o przetrwanie.
Wcisnął mi w dłonie łuk.
- Pamiętaj, że udajesz nowego Strażnika. Pod żadnym pozorem wróg nie może się dowiedzieć o twojej prawdziwej misji. Inaczej to koniec. Z wszystkim i wszystkimi.
Nagle zamarł.
W tym samym momencie do pomieszczenia wpadł Jonathan i Layla.
- Atakują! -krzyk Paul'a rozległ się w całym pomieszczeniu.
- Ale jak to? Nie teraz! Nie jestem gotowy! - krzyczałbym dalej, gdyby nie solidny liść w twarz.
- Skończyłeś? - syknął Jamie. - Będę ci osłaniał dupę z Laylą, ale to nie zmienia faktu, że nie masz stać jak ostatni kołek. Wszystko jasne?
Nim zdążyłem jakkolwiek zareagować rozległ się potężny huk.
Cała ściana poszła w drobny mak.
- Stęskniłam się za wami. - rozległ się damski głos. - Myślę że Alice też.
Przy tych słowach zza jej pleców wyłoniła się drobna dziewczyna o porcelanowej cerze, czarnych włosach i z pustymi, pozbawionymi życia oczami.
Wzdrygnąłem się na ich widok.
Kątem oka spostrzegłem, że jej bracia również.
- Widzę że macie nowego frajera w szeregu. - starsza kobieta spojrzała wprost na mnie. - Zginiesz robaczku. Do ataku!!!
Momentalnie wraz z armią wystrzeliła do przodu.
Paul nie czekał ani sekundy dłużej.
Zapomniałem jak się porusza.
Ostudziło mnie dopiero upadające mi pod stopami ciało.
Wyciągnąłem strzałę z kołczanu i zacząłem atakować.
Elex musiało chyba na mnie zależeć, bo po chwili coś mnie pociągnęło do tyłu wbijając w ścianę.
Czyjeś ręce z siłą imadła objęły moją klatkę piersiową, tak że nie mogłem złapać oddechu.
Jakby tego było mało, ten ktoś coraz bardziej wbijał moje ciało w tynk.
Gdy już pojawiły się mroczki przed moimi oczami, uścisk nagle zelżał.
Nie zobaczyłem co było dalej bo zemdlałem.

Jonathan
- Nie chce nic mówić, ale Alec się dusi. - wysapałem do brata, będąc w wirze walki. - Ja wiem, że chcesz tworzyć pozory przed matką, ale martwy się nam na nic nie przyda.
- Rozumiem, ale powiedz mi jak mam to zrobić? Zapomniałeś, że walczę z maszyną do zabijania?
Fakt, od samego początku miał na ogonie Alice, która nie odstępowała go na krok.
A ja..
Odepchnięto mnie od kuzynki, w wyniku czego Alec walczył teraz o życie.
Wystrzeliłem do przodu, zachodząc zablokowanego anioła od tyłu i nim się zdążył zorientować w sytuacji, powaliłem go na ziemie, uwalniając wpółżywego śmiertelnika.
Szybko zabrałem go z pola bitwy i gdy już byliśmy w miarę bezpiecznym miejscu narysowałem na nim Vitale

Paul

Sytuacja robiła się coraz bardziej nieciekawa.
Moi towarzysze padali jak muchy w zastraszającym tempie.
Ja już powoli zacząłem tracić siły.
Wiedziałem, że Alice będzie potężna, ale nie sądziłem, że aż tak.
W momencie kiedy cudem znalazłem nad nią przewagę, ona po prostu się rozpłynęła w powietrzu.
Podobnie jak jej kompania.
Rozejrzałem się po pobojowisku.
Upadłem na kolana z wyczerpania, a po moim policzku spłynęła samotna łza.
Elisabeth Elex zabiła Pearl...


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Susan powraca!!!

Ostatnio widzieliśmy ją, gdy jechała z Paulem na biwak w pierwszej części. Teraz z postaci epizodycznej, stanie się dosyć istotną postacią. Zostanie wtajemniczona w sprawę przez... A to zobaczycie wkrótce...

Zapowiedź 11 rozdziału

 Już dzisiaj wjeżdża nowy rozdział... Będzie się działo :) Kto na gifie? Zobaczycie :)

Rozdział 8

- Spokój! - uderzyłem otwartą dłonią w stół. Wszyscy obecni w pomieszczeniu zamarli. - Tak lepiej. - burknąłem pod nosem i dodałem głośniej. - Emanuel Sparks był łowcą aniołów. Spojrzałem na Alec'a. Wydawał się przybity całą tą sprawą. - Musimy się dowiedzieć, jaki interes w zabijaniu go miała nasza matka i dlaczego to robił. Mamy mało czasu, bo atak może nastąpić w każdej chwili. - Ja się tym zajmę. - niespodziewanie odezwała się Kat. - Nie. - odezwaliśmy się równocześnie z moim bratem. Dziewczyna przewróciła z rozbawieniem oczyma. - Idziesz z Laylą i Johnem i badają twoje moce po powrocie. - odparłem. - Może masz jakieś dodatkowe zdolności, które nam się mogą przydać. Cała reszta idzie ćwiczyć, no może oprócz Susan. Mamy do pogadania. Gdy już znaleźliśmy się w moim gabinecie, skinąłem by usiadła na krześle. Susan przycupnęła na jego brzegu. - Pewnie chcesz wiedzieć dlaczego tu się znalazłam. - odparła. - Trochę się dziwię, że sam na to nie wpadłeś. Uniosłem brew ...